Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2013

028. Nadzieja

Wyszłam z kwatery głównej dwunastej dywizji w wyjątkowo paskudnym nastroju. Nie pomógł nawet fakt, że Shuuhei czekał na mnie tuż przy masywnej bramie oddzielającej teren oddziału od reszty Seireitei. Bez słowa podeszłam bliżej. Pozwoliłam mu się objąć i sama wtuliłam się w jego tors. Prędko powstrzymałam łzy, które zaczęły gromadzić się pod moimi powiekami. Wszystko, co do tej pory robiłam, usiłując pomóc Shuri przyniosło efekt odwrotny do zamierzonego. Miałam ogromną ochotę zaszyć się gdzieś daleko, w jakimś ciemnym kącie i nie wychodzić dopóki problemy same się nie rozwiążą. Znów zaczęło brakować mi sił do walki. Przysięgłam sobie, że już nigdy nie okłamię Shuri. Nawet jeśli prawda będzie zbyt trudna do zaakceptowania. Sprawy zaszły za daleko i tym razem nie mogłam zatajać przed nią najważniejszych faktów. Zwłaszcza, że stawką było jej normalne życie. –      Chodźmy stąd – poprosiłam Shuuheia. Skinął głową i już po chwili byliśmy w drodze do ...

027. Trening

Chociaż się tego nie spodziewałam, kapitan Ayami pozostała konsekwentna w wymierzaniu mi kary. Przez cały miesiąc informacje o stanie Shuri otrzymywałam od Shuuheia, bo sama wciąż nie mogłam się z nią zobaczyć. Biała Dama dosłownie ucichła. Od incydentu w areszcie ujawniała się coraz rzadziej, a jak się dowiedziałam, ostatnio praktycznie wcale. Nie wiedziałam czy był to powód do radości, czy nie. Ciężko było również stwierdzić czy za takim zachowaniem Piekielnego Kwiatu stał kapitan Kurotsuchi. Nie wiedziałam i nie chciałam wiedzieć jak wyglądały te wszystkie badania, które przeprowadzał na Shuri. Już sama świadomość tego, że została skazana na przebywanie w dwunastej dywizji była dla mnie ciosem prosto w serce. Mimo wszystko nie mogłam nie mieć nadziei, że eksperymenty szalonego kapitana przyniosą oczekiwane efekty. Musiałam znaleźć sobie zajęcie, dzięki któremu mogłabym się oderwać od nieustannego rozmyślania o Shuri. Byłam w o tyle dobrej sytuacji, że każdą wolną chwilę mog...

026. Uczucie

Błękit nieba przecinała złoto-pomarańczowa smuga, a zachodzące słońce było bardzo dobrze widoczne przez otwarte okno. Wciąż siedzieliśmy pod ścianą, obok drzwi do pokoju Shuri. Obejmował mnie ramieniem, pozwalając jednocześnie bym wtuliła się w jego tors. Nie sądziłam, że powrót do domu po zaledwie kilku dniach przywoła tak gwałtowną lawinę wspomnień i doprowadzi mnie do takiego stanu. Nie wiedziałam, co się ze mną działo. Straciłam kontrolę nad własnym ciałem i nie mogłam się opanować. Dopiero jego obecność przyniosła mi prawdziwe ukojenie, którego tak bardzo potrzebowałam. Czułam się tak bezpiecznie, jak jeszcze nigdy. Zupełnie, jakby jego ramiona, obejmujące mnie, były twierdzą, która chroniła przed niebezpieczeństwem i odganiała negatywne emocje. –      Wiesz, miałem sobie za złe, że pozostawiłem cię na lodzie – odezwał się nagle Shuuhei. Podniosłam wzrok, by móc na niego spojrzeć. – Tamtego dnia powinienem schować własną dumę do kieszeni i pr...