Przejdź do głównej zawartości

Posty

049. Transfer / KONIEC

  Z dedykacją i gorącymi podziękowaniami dla Laurie January.   Dźwięk uderzających o siebie drewnianych mieczy rozbrzmiewał echem z pola treningowego dziewiątego oddziału. Zatrzymałam się i popatrzyłam jak moi dawni podopieczni trenowali pod czujnym okiem czwartego oficera, który przyglądał się sparingom. Korygował ich postawę i dawał wskazówki, czyli najprościej ujmując robił to co zawsze przynosiło mi mnóstwo satysfakcji, a czym już się nie mogłam zajmować. Pogodziłam się z losem, ale skłamałabym gdybym powiedziała, że nie tęskniłam za posiadaniem mocy. Brakowało mi treningów, brakowało mi ćwiczeń z rekrutami, a przede wszystkim brakowało mi poczucia, że mogłam chronić swoich bliskich. Nie żałowałam, że poświęciłam się dla Shuri, ale ostatnio z coraz większym trudem odpędzałam od siebie gorzką refleksję o tym, że zamieniałam się w coraz większy balast. Nikt nie mógł przewidzieć co niosła ze sobą przyszłość, jednak każdy pamiętał, o istnieniu nieprzewidywalnego Aizena S...
Najnowsze posty

048. Dom

  Dostałam takiej pisarskiej blokady, że po napisaniu czegokolwiek miałam wrażenie, że moja trzylatka układa ładniejsze i bardziej spójne zdania niż ja w tamtej chwili. Straciłam już rachubę jak często zaczynałam pisać ten rozdział, jakoś nigdy nic nie wydawało się wystarczająco dobre, a skoro już chcę się pożegnać z Kwiatuszkiem, to chciałabym, żeby to było godne pożegnanie. W końcu ta historia pochłonęła dobre kilka lat mojego życia (z przerwami), więc nie mogłam sobie pozwolić na fuszerkę. Potem doszłam do wniosku, że jeden rozdział nie wystarczy, żeby odpowiednio się pożegnać, więc zakończenie nastąpi nieco później.  Lucas musiał przyznać, że dowództwo Gotei 13 całkiem nieźle postarało się, żeby ukryć ich przed całym światem. Jemu i Linell przydzielono niewielki domek w samym środku lasu na skraju pierwszego okręgu Rukongai. Żadnych luksusów, ot najpotrzebniejsze do życia cztery ściany. Weissowi daleko było od zachwytu, ale to i tak więcej niż się spodziewał i nie miał i...

047. Następstwa

 Tym razem meeeega opóźnienie, za co bardzo przepraszam. Październik nie jest dla mnie zbyt łaskawy, dzień jakby się skurczył i sił również zabrakło, a jakby tego było mało, to wywaliło internet na pół miesiąca. Chociaż w obecnej, pandemicznej rzeczywistości to i tak pikuś.  No nic tam, nie przedłużając zapraszam na przedostatni (!) rozdział Kwiatka.     Shuri wydawało się, że obudziła się z wyjątkowo długiego i szczególnie przerażającego koszmaru. Po raz pierwszy odkąd pamiętała, czuła się naprawdę świadoma swojego ciała, jakby w końcu odzyskała miejsce za jego sterami. Zacisnęła palce, po czym je rozprostowała, czując przepływającą przez żyły moc podarowaną przez Makoto. Zorientowała się, że zamiast białej yukaty miała na sobie shihakusho, przepasane obi, przy którym znajdował się Zanpakutou. Zastanawiała się ile czasu minęło odkąd odebrano jej miecz, prawdopodobnie całe wieki, bo zdążyła zapomnieć jakie to czucie mieć go przy sobie. Pogładziła rękojeść i przez c...