Przejdź do głównej zawartości

Co ja robię tu?

Trochę wstyd pojawiać się tutaj po kilku latach przerwy. Nawet nie wiem co powinnam napisać, żeby nie wyglądało to na tanie usprawiedliwianie się.
Nie wiem co mam począć z Piekielnym Kwiatem. Tak zwyczajnie nie wiem. Mam napisane kilka rozdziałów do przodu, ale im bardziej próbuję wymyślić jakieś zakończenie, tym głupsze rzeczy przychodzą mi do głowy. Poza tym, czy ktoś jeszcze pamięta o co tutaj chodzi (nawet ja się w tym pogubiłam)? 
Przeszło mi ostatnio przez myśl, żeby rozpocząć tę historię od początku. Zastosować inne rozwiązania fabularne, nadać sensu pewnym wątkom, inne po prostu pominąć i przyznaję, że nawet naskrobałam testowo kilka rozdziałów, żeby zobaczyć czy to zadziała i sprawiło mi to sporą przyjemność. Rozdziały nie wyglądają najgorzej, przynajmniej teraz. Chciałabym dać im trochę czasu na poleżenie w przysłowiowej szufladzie i jeśli nadal będą dla mnie satysfakcjonujące, to Piekielny Kwiat dostanie ode mnie kolejną szansę.
Rozpoczynanie tej samej historii po raz 69163769 jest szaleństwem, ale za punkt honoru przyjęłam sobie zakończenie opowieści Makoto, Shuri, Shuuheia i Lucasa, i chciałabym, żeby to zakończenie miało trochę sensu. 
Mam tą świadomość, że mogłam kogoś rozczarować i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Uwierzcie mi, że jestem sama sobą rozczarowana. Dlatego tym razem postaram się doprowadzić sprawy do końca. Proszę jedynie o trochę więcej cierpliwości, jako że przy dwulatce czasu na pisanie jest niewiele.
Pozdrawiam gorąco i mam nadzieję do zobaczenia niedługo.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

000. Prolog

N iebo. To słowo kojarzy się ze szczęściem i spokojem. Z tego co wiem, właśnie tak ludzie określają miejsce, w którym znajdą się po śmierci. Chcemy bowiem wierzyć, że gdy nasze życie dobiegnie końca zaznamy upragnionego ukojenia i poczucia bezpieczeństwa. Uwolnimy się od problemów i zatracimy w błogiej beztrosce. Przypuszczam, że również mogłam się łudzić, że niebo istnieje. O ile zdążyłam pojąć, że moje życie również dobiegnie końca. Dzieci nie zdają sobie z tego sprawy i zapewne było tak też w moim przypadku, a ja umarłam właśnie jako pięcioletnie dziecko. Skoro niebo nie istniało, a ja byłam martwa, to co się stało z moją duszą? Rozpłynęła się w nicości czy odrodziła pod inną postacią? Nic z tych rzeczy. Soul Society, jak sama nazwa wskazuje, zamieszkują ludzkie dusze. Podzielone jest na dwie główne części: Seireitei oraz Rukongai. Żadna z nich nie ma nic wspólnego z niebem. Rukongai to...

Na dobry początek

Po długich rozważaniach zdecydowałam się w końcu zmienić swoje miejsce w sieci i wylądowałam na blogspocie. Przyznam szczerze, że portal wygląda całkiem przyjaźnie i nie mogę się doczekać, aż poznam wszystkie jego możliwości. Przez jakiś czas nie zamierzam publikować niczego nowego. Najpierw muszę ogarnąć stare rozdziały Piekielnego Kwiatu i przenieść je tutaj. Dopóki tego nie zrobię, nowy rozdział się nie pojawi więc można uznać, że blog jest w stanie zawieszenia. Poza tym postaram się po raz kolejny skorzystać z moich raczej wątpliwych umiejętności grafika i pobawić się wyglądem.  Postaram się pospieszyć i mam nadzieję, że nikt nie będzie zmuszony narzekać na moje ociąganie się. No nic, biorę się do roboty. ; )

029. Bezradność

Korytarz, w którym się znalazłam, przypominał poczekalnię w szpitalu czwartej dywizji. Ściany miały kolor miętowo zielony, podłogę pokrywały popielate płytki, a w powietrzu unosił się ten sam charakterystyczny zapach. Przy ścianach natomiast, w równych odstępach, porozstawiano rzędy połączonych białych krzeseł o metalowych nogach. I w zasadzie to na tym kończyły się podobieństwa między dywizją czwartą i południowym skrzydłem dwunastej. Złowroga cisza wypełniała uszy, a każdy najmniejszy szelest czy szuranie sandałem przyprawiały o gęsią skórkę, czego absolutnym przeciwieństwem był chaotyczny szum, który towarzyszył krzątającym się medykom na korytarzach szpitala. Byłam umówiona z trzecim oficerem Akonem na godzinę jedenastą. Postanowiłam nie spóźnić się ani o sekundę, więc uznałam, że nic się nie stanie jeśli dotrę na miejsce pięć minut przed wyznaczonym czasem. Nie sądziłam, że to wcale nie był taki dobry pomysł. Wzdrygnęłam się, kiedy dost...