Przejdź do głównej zawartości

Wracam!

    Decyzja podjęta - wracam z rozdziałami, które naskrobałam dawno, dawno temu.        
    Kiedy zaczynałam pisać Piekielny Kwiat nie miałam żadnego planu na przebieg fabuły, dlatego w trakcie tworzenia tej historii pojawiły się wątki i postacie, które okazały się zupełnie zbędne, miały być tylko wytrychem, który popchnąłby akcję do przodu, w efekcie czego pojawiły się dziury fabularne, a wraz z nimi frustracja, że to nie trzyma się kupy i całość jest daleka od ideału. W tym wszystkim zapomniałam o jednej, dość ważnej rzeczy. O przyjemności z pisania. No nie oszukujmy się, fan fiction nie jest ambitną literaturą i tworzy się je głównie dla przyjemności, a nie żeby było idealne (można przy okazji podszlifować swój warsztat, ale to sprawa drugorzędna). Jeśli pisanie kolejnych rozdziałów wywoływało więcej bólu głowy, niż radochy, wolałam się wycofać. Dopiero kiedy wróciłam do czytania innych opowiadań przypomniałam sobie jaka to frajda (i jak bardzo kocham moich bohaterów).
    Tym zamierzam się kierować, publikując kolejne rozdziały i, mam nadzieję, pisząc zakończenie. Robię to dla przyjemności i mam nadzieję, że wam również mogę sprawić przyjemność.
    Zapraszam w przyszłym tygodniu.

Komentarze

  1. Oooo, dobrze to słyszeć, czy raczej czytać. Aż mi się bardziej chce pisać dalsze rozdziały Corrie^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, że im więcej aktywności w fandomie, to tym bardziej ma się motywacje do pisania. :)

      Usuń
  2. Jak zawsze spóźniona, ale oto jestem! Wypadłam całkowicie ze światka blogów i ogólnie fanfiction, ale fantastycznie zobaczyć u Ciebie nowości. Trzymam kciuki, wrócę niebawem nadrobić zaległości : >

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

000. Prolog

N iebo. To słowo kojarzy się ze szczęściem i spokojem. Z tego co wiem, właśnie tak ludzie określają miejsce, w którym znajdą się po śmierci. Chcemy bowiem wierzyć, że gdy nasze życie dobiegnie końca zaznamy upragnionego ukojenia i poczucia bezpieczeństwa. Uwolnimy się od problemów i zatracimy w błogiej beztrosce. Przypuszczam, że również mogłam się łudzić, że niebo istnieje. O ile zdążyłam pojąć, że moje życie również dobiegnie końca. Dzieci nie zdają sobie z tego sprawy i zapewne było tak też w moim przypadku, a ja umarłam właśnie jako pięcioletnie dziecko. Skoro niebo nie istniało, a ja byłam martwa, to co się stało z moją duszą? Rozpłynęła się w nicości czy odrodziła pod inną postacią? Nic z tych rzeczy. Soul Society, jak sama nazwa wskazuje, zamieszkują ludzkie dusze. Podzielone jest na dwie główne części: Seireitei oraz Rukongai. Żadna z nich nie ma nic wspólnego z niebem. Rukongai to...

Na dobry początek

Po długich rozważaniach zdecydowałam się w końcu zmienić swoje miejsce w sieci i wylądowałam na blogspocie. Przyznam szczerze, że portal wygląda całkiem przyjaźnie i nie mogę się doczekać, aż poznam wszystkie jego możliwości. Przez jakiś czas nie zamierzam publikować niczego nowego. Najpierw muszę ogarnąć stare rozdziały Piekielnego Kwiatu i przenieść je tutaj. Dopóki tego nie zrobię, nowy rozdział się nie pojawi więc można uznać, że blog jest w stanie zawieszenia. Poza tym postaram się po raz kolejny skorzystać z moich raczej wątpliwych umiejętności grafika i pobawić się wyglądem.  Postaram się pospieszyć i mam nadzieję, że nikt nie będzie zmuszony narzekać na moje ociąganie się. No nic, biorę się do roboty. ; )

029. Bezradność

Korytarz, w którym się znalazłam, przypominał poczekalnię w szpitalu czwartej dywizji. Ściany miały kolor miętowo zielony, podłogę pokrywały popielate płytki, a w powietrzu unosił się ten sam charakterystyczny zapach. Przy ścianach natomiast, w równych odstępach, porozstawiano rzędy połączonych białych krzeseł o metalowych nogach. I w zasadzie to na tym kończyły się podobieństwa między dywizją czwartą i południowym skrzydłem dwunastej. Złowroga cisza wypełniała uszy, a każdy najmniejszy szelest czy szuranie sandałem przyprawiały o gęsią skórkę, czego absolutnym przeciwieństwem był chaotyczny szum, który towarzyszył krzątającym się medykom na korytarzach szpitala. Byłam umówiona z trzecim oficerem Akonem na godzinę jedenastą. Postanowiłam nie spóźnić się ani o sekundę, więc uznałam, że nic się nie stanie jeśli dotrę na miejsce pięć minut przed wyznaczonym czasem. Nie sądziłam, że to wcale nie był taki dobry pomysł. Wzdrygnęłam się, kiedy dost...