Przejdź do głównej zawartości

040. Szpieg

Rozdział poprawiany na ostatnią chwilę. Za wszelkie niedociągnięcia przepraszam.


Nie chciałam go zostawiać. Nie był świadomy mojej obecności, ale mimo to chciałam czuwać przy nim przez całą noc. Być może pragnęłam wreszcie poczuć się potrzebna, choć w rzeczywistości byłam całkowicie bezużyteczna, a medycy nie potrzebowali mojej pomocy przy podawaniu mu kolejnych leków. Gdzieś w zakamarkach mojej świadomości czaiła się nadzieja na to, że jednak potrafiłabym zrobić coś, choćby to był najmniejszy drobiazg, aby ulżyć jego cierpieniu. Pielęgniarka przychodziła równo co pół godziny, żeby skontrolować stan Shuuheia. Po czwartej wizycie byłam pewna, że jej współczujące spojrzenie jest raczej wynikiem obowiązku, a nie empatii. Przy tak wielu pacjentach to wręcz niemożliwe, że przeżywali w ten sposób wobec wszystkich.

Być może po prostu bałam się powrotu do domu. Przerażała mnie wizja kolejnego dnia i wszystkich problemów, którym będę musiała stawić czoła. Z pewnością jeszcze nie jedna rzecz miała wytrącić mnie z równowagi, a nie byłam pewna, czy zniosłabym coś jeszcze.

Niezależnie od tego, dlaczego właściwie nie chciałam opuszczać czwartej dywizji, w końcu i tak musiałam to zrobić. Zaczynało się rozjaśniać, kiedy szłam samotnie przez zdewastowane uliczki Seireitei. Oznaki niespodziewanej inwazji Arrancarów były dostrzegalne praktycznie wszędzie. Dziury w marmurowych chodnikach, zburzone ściany, a nawet całe budynki, plamy krwi na przeróżnych powierzchniach. Ciała zmarłych w większości zostały uprzątnięte, przez całą drogę minęłam być może dwa czarne worki, których czwarta dywizja nie zdążyła jeszcze przetransportować. Dostrzegłam fragment maski, pośród gruzów i wtedy pomyślałam o osobie, którą musiałam koniecznie zobaczyć.

Zmęczenie dawało mi się we znaki, ale po tym wszystkim co działo się przez poprzednie dwadzieścia cztery godziny, prawdopodobnie tylko silne Kidou byłoby w stanie pomóc mi zasnąć. Dlatego zamiast do swojej kwatery, poszłam do mieszkania Weissa. Starając się nie patrzeć w stronę posiadłości Shuuheia, która była stąd bardzo dobrze widoczna, zapukałam cierpliwie do drzwi.

Nie spodziewałam się ciepłego powitania, biorąc pod uwagę godzinę moich odwiedzin, ale nie brałam pod uwagę tego, że mógł zechcieć mnie zignorować, więc po dłuższej chwili zapukałam po raz kolejny. Jak na złość ciekawość podpowiadała, abym rozejrzała się za jakimiś zniszczeniami w skromnym ogrodzie vice kapitana. Wzięłam głęboki oddech, odwróciłam głowę w przeciwną stronę i nasłuchiwałam kroków. Patrzenie w stronę jego domu przywoływało obraz zakrwawionej twarzy Hisagiego i zadowolonej Hany, zaś to przypominało mi, że Shuri czeka rychła śmierć. Lucas nadal nie otwierał. Czując narastającą panikę, załomotałam z całej siły w drzwi. Lucas otworzył prawie natychmiast.

  Do cholery, Makoto, czy ty wiesz, która godzina? – warknął, ale irytacja wyraźnie widoczna w wyrazie jego twarzy szybko ustąpiła miejsca zaniepokojeniu. – Co się stało?

  Musimy porozmawiać. To pilne.

Zdziwiło mnie jego nieufne spojrzenie.

  To nie jest najlepszy pomysł. Wpadnę do ciebie w bardziej przystępnej porze dnia.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że usłyszałam wrogość w jego głosie. Już chciał zasunąć mi drzwi przed nosem, ale w ostatniej chwili go powstrzymałam.

  Lucas, proszę. Naprawdę nie mam ochoty się teraz z tobą droczyć, więc po prostu mnie wpuść.

W moim głosie dało się wyczuć więcej desperacji, niż bym sobie tego życzyła, ale najwyraźniej to podziałało na Weissa. Wpuścił mnie do środka dość niechętnie. Przeklęłam, kiedy zrozumiałam dlaczego tak bardzo nie chciał zapraszać mnie do mieszkania.

  To jest ta Shinigami? – Linell Weiss najwyraźniej nie mogła uwierzyć własnym oczom. I z wzajemnością. Przeczuwałam, że Lucas nie powiedział mi całej prawdy o swojej siostrze, jednak z pewnością nie sądziłam, że mógł ugościć ją we własnej kwaterze jakby nigdy nic.

  Chyba nie powinno mnie dziwić, że mnie okłamałeś. – Odciągnęłam Weissa na drugi koniec pokoju. – Kto jak kto, ale kiedy Arrancar twierdzi, że kogoś pokonał, to jest równoznaczne z tym, że go zabił.

  Chciałem powiedzieć ci wszystko wcześniej, ale nie mogłem tego zrobić przy Rangiku. Tylko tobie mogłem wyjawić prawdę o Linell, bo tylko tobie mogę naprawdę zaufać.

Weiss mówił szczerze, nie miałam co do tego wątpliwości. Pojawił się tylko jeden, dość istotny problem. Ona przybyła tutaj po Shuri.

  Nie mogę trzymać tego w tajemnicy.

Ekspresja Lucasa jeszcze nigdy nie była tak bogata jak w tej krótkiej chwili. Zdziwienie szybko ustąpiło miejsca niedowierzaniu, a to zaś zastąpiła złość. Pierwszy raz widziałam taki wyraz twarzy u niego i szczerze się wystraszyłam. Wyglądał naprawdę groźnie.

  Lucas, zrozum, to nie jest taka sama sytuacja jak z tobą – próbowałam ratować sytuację. – Ona tam nie ucinała sobie ze mną przyjaznej pogawędki o swoim stylu walki, bo gdyby mogła, to zabiłaby mnie z zimną krwią. Ponadto przybyła tutaj z Arrancarami, którzy chcieli pojmać Shuri i gdyby nie kapitan Hitsugaya, zrobiłaby to.

  Misja uprowadzenia Shuri była tylko przykrywką. Linell przybyła do Seireitei żeby mnie odnaleźć.

Spojrzałam z ukosa na Linell, która łypała na mnie wrogo. Czułam, że nie powinnam tego robić Lucasowi, bo to mój przyjaciel i to byłoby cholernie nie w porządku wobec niego. Problem w tym, że nie miałam żadnych podstaw ku temu by zaufać Linell. Przybyła tutaj z całą zgrają wrogów, których celem było uprowadzenie mojej siostry. Razem z nimi przyczyniła się do wyrządzenia ogromnych szkód w Seireitei i moim obowiązkiem jako oficera było poinformowanie odpowiednich służb.

 Lecz zmęczyła mnie ta cała sytuacja i kolejny problem na głowie to zdecydowanie zbyt dużo.

  W porządku. – Zmiękłam. Przebrnęłam przez zbyt dużą ilość gówna w ostatnim czasie i chociaż jedną rzecz chciałam rozwiązać zanim zrobi się z tego jeszcze większy bałagan. Poza tym potrzebowałam Lucasa. Donosząc na Linell, mogłam narobić mu tylko problemów. – Wasza tajemnica będzie u mnie bezpieczna, pod warunkiem, że ona powie po co Aizenowi Piekielny Kwiat.

Linell uśmiechnęła się krzywo.

  Jeśli liczysz na jakąś sensację, to obawiam się, że możesz się trochę rozczarować. Nikt nie wtajemniczył nas w jakim celu Piekielny Kwiat może posłużyć Aizenowi-sama. Po prostu kazał nam schwytać ją za wszelką cenę.

  Rozkazano wam ją złapać bez konkretnego powodu? Przecież to nie ma sensu.

  Może masz rację. W każdym razie przez trzy miesiące wbijano nam do głów jak cenna jest ta mała dziewczynka, ale nikt nie pytał dlaczego. Nikt nie miał na tyle odwagi, żeby zapytać. A tylko idiota chciałby się narażać Aizenowi-sama.

Nie mogłam nie zauważyć jak w tamtej chwili spojrzała na Lucasa. Nawet jeśli nie chciała go już rozerwać na strzępy, to nadal tlił się w niej gniew za to co zrobił.

Byłam zawiedziona. Szczerze liczyłam, że jeśli poznam motywy Aizena, to znajdę sposób aby odwieść Setsunę od egzekucji Shuri. Zapewne to tylko szczyt desperacji, ale musiałam za wszelką cenę znaleźć inne wyjście z tej sytuacji.

  A jak właściwie dowiedział się o Piekielnym Kwiecie? Odniosłam wrażenie, że w Seireitei niewielu poza Kurotsuchim ma  jakieś pojęcie o jej istnieniu, a i tak wyszło to przy okazji kilku niespodziewanych ataków, więc skąd Aizen wiedział? – Miałam nadzieję, że chociaż na to pytanie poznam odpowiedź, mimo że to już nic nie zmieni.

  Ma szpiegów w Soul Society – oznajmiła łagodnie Linell. – Właściwie teraz już tylko jednego. Pierwszego zabił mój brat jakiś czas temu.

Dreszcz przeszedł mnie po plecach. „Aizen-sama już o wszystkim wie.” To miał na myśli ten mały Arrancar, któremu Lucas ściął głowę. Aizen już wtedy wiedział, że w Shuri przebudziła się Biała Dama.

  Czy to oznacza, że jeden z nich przez cały ten czas był w Soul Society.

Linell skinęła głową.

  I prawdopodobnie wciąż tutaj jest, o ile nie wyniósł się razem z resztą grupy.

Takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Zerknęłam na Lucasa, wyglądającego na nie mniej wstrząśniętego ode mnie. Słowa jego siostry rodziły tak wiele nowych pytań, że nie wiedziałam jak to rozegrać. Emocje dzisiejszego dnia opadały i  każdą chwilą czułam się coraz bardziej zmęczona. Przycisnęłam pięść do ust, jakby to miało zmusić mój mózg do myślenia. Poprosiłam jedynie Lucasa, żeby postarał się nie ruszać ze swojej kwatery bez potrzeby, dopóki sytuacja w Seireitei się nie uspokoi. Linell za to oboje kategorycznie zabroniliśmy wychylać się na zewnątrz.

Rozmowa, która miała rzucić choćby niewielkie światło na ostatnie wydarzenia tylko jeszcze bardziej wszystko skomplikowała.

Komentarze

  1. Nie sądzę, żeby Makoto robiła dobrze, ukrywając obecność Linell w Seireitei. Czuję, że będą z tego problemy, a wtedy liczba opcji, które ma - nie jest ich przecież tak dużo - drastycznie zmaleją do zera. Z drugiej strony jednak rozumiem, że w tej chwili ciężko jej cokolwiek zdecydować zdroworozsądkowo, bo nic tu nie jest proste. Nie mam też pomysłu, co może wydarzyć się dalej, chociaż mam nadzieję na jakieś światełko w tunelu po tych wszystkich smutnych rewelacjach.
    Rozdział czwartek/piątek, więc zapraszam i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

000. Prolog

N iebo. To słowo kojarzy się ze szczęściem i spokojem. Z tego co wiem, właśnie tak ludzie określają miejsce, w którym znajdą się po śmierci. Chcemy bowiem wierzyć, że gdy nasze życie dobiegnie końca zaznamy upragnionego ukojenia i poczucia bezpieczeństwa. Uwolnimy się od problemów i zatracimy w błogiej beztrosce. Przypuszczam, że również mogłam się łudzić, że niebo istnieje. O ile zdążyłam pojąć, że moje życie również dobiegnie końca. Dzieci nie zdają sobie z tego sprawy i zapewne było tak też w moim przypadku, a ja umarłam właśnie jako pięcioletnie dziecko. Skoro niebo nie istniało, a ja byłam martwa, to co się stało z moją duszą? Rozpłynęła się w nicości czy odrodziła pod inną postacią? Nic z tych rzeczy. Soul Society, jak sama nazwa wskazuje, zamieszkują ludzkie dusze. Podzielone jest na dwie główne części: Seireitei oraz Rukongai. Żadna z nich nie ma nic wspólnego z niebem. Rukongai to...

047. Następstwa

 Tym razem meeeega opóźnienie, za co bardzo przepraszam. Październik nie jest dla mnie zbyt łaskawy, dzień jakby się skurczył i sił również zabrakło, a jakby tego było mało, to wywaliło internet na pół miesiąca. Chociaż w obecnej, pandemicznej rzeczywistości to i tak pikuś.  No nic tam, nie przedłużając zapraszam na przedostatni (!) rozdział Kwiatka.     Shuri wydawało się, że obudziła się z wyjątkowo długiego i szczególnie przerażającego koszmaru. Po raz pierwszy odkąd pamiętała, czuła się naprawdę świadoma swojego ciała, jakby w końcu odzyskała miejsce za jego sterami. Zacisnęła palce, po czym je rozprostowała, czując przepływającą przez żyły moc podarowaną przez Makoto. Zorientowała się, że zamiast białej yukaty miała na sobie shihakusho, przepasane obi, przy którym znajdował się Zanpakutou. Zastanawiała się ile czasu minęło odkąd odebrano jej miecz, prawdopodobnie całe wieki, bo zdążyła zapomnieć jakie to czucie mieć go przy sobie. Pogładziła rękojeść i przez c...

049. Transfer / KONIEC

  Z dedykacją i gorącymi podziękowaniami dla Laurie January.   Dźwięk uderzających o siebie drewnianych mieczy rozbrzmiewał echem z pola treningowego dziewiątego oddziału. Zatrzymałam się i popatrzyłam jak moi dawni podopieczni trenowali pod czujnym okiem czwartego oficera, który przyglądał się sparingom. Korygował ich postawę i dawał wskazówki, czyli najprościej ujmując robił to co zawsze przynosiło mi mnóstwo satysfakcji, a czym już się nie mogłam zajmować. Pogodziłam się z losem, ale skłamałabym gdybym powiedziała, że nie tęskniłam za posiadaniem mocy. Brakowało mi treningów, brakowało mi ćwiczeń z rekrutami, a przede wszystkim brakowało mi poczucia, że mogłam chronić swoich bliskich. Nie żałowałam, że poświęciłam się dla Shuri, ale ostatnio z coraz większym trudem odpędzałam od siebie gorzką refleksję o tym, że zamieniałam się w coraz większy balast. Nikt nie mógł przewidzieć co niosła ze sobą przyszłość, jednak każdy pamiętał, o istnieniu nieprzewidywalnego Aizena S...